"Zaprawdę powiadam wam:
Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili." Mt 25, 40-41

Aktualności

Gabon: narodziny Kościoła


 (Prawie) jak pocztówka z wakacji


Był drugi listopada, godzina siedemnasta. Zaduszki. Przewodniczyłem Mszy św. za zmarłych. Po niej, już w ciemnościach, przy blasku świec mieliśmy iść na cmentarz modlić się za bliskich, którzy już odeszli z tego świata. W czasie celebracji Eucharystii, cały czas widziałem przed sobą główne wyjście kościoła skierowane na zachód i… zachwycałem się widokiem. Przed kościołem jest nieskazitelnie zielony trawnik sięgający aż do skarpy (czyli około 10 m szerokości), na której jest zbudowana nasza świątynia. Przed samą skarpą rośnie rząd palm oleistych rozkładających dumnie swe okazałe pióropusze, a zaraz za skarpą lazurowa woda oceanu Atlantyckiego poruszana delikatną bryzą (która na szczęście wpada również do wnętrza kościoła by dać choć trochę ochłody zebranym ludziom). W oddali widać należące do Gwinei Równikowej zarośnięte dżunglą wyspy Elobey. A nad tym wszystkim blask czerwonego, zachodzącego słońca…. Dosłownie pocztówka z wakacji… I nagle zauważam coś, co mi psuje ten rajski, idylliczny widok: tuż przed wejściem do kościoła, po lewej stronie schodów, stoi ordynarna, czarna beczka… Fakt, bardzo użyteczna, zbiera deszczówkę z dachu kościoła, ale wprowadza zgrzyt w tę piękną harmonię barw, kształtów i perspektyw.
Dlaczego o tym piszę? Gdy coraz lepiej poznaję Kościół w Gabonie, tym bardziej jestem przeświadczony, że ten zatrzymany w kadrze obraz z beczką, doskonale ilustruje życie tutejszych chrześcijan. Jest pięknie, jest za co dziękować Bogu, ale jednocześnie zauważa się pewne wady, niekonsekwencje, coś co psuje ten piękny widok Kościoła gabońskiego. Powiedzmy jednak od razu: czy nie jest podobnie z każdym Kościołem lokalnym na całym świecie? Stąd nieustanna misja nawracania się, ewangelizacji….  
Zanim zacznę dzielić się moim doświadczeniem uczestniczenia w tej misji, proponuję najpierw prześledzić jak Ewangelia dotarła i zakorzeniła się na ziemi gabońskiej.
 

Preewangelizacja Gabonu


Za oficjalną datę rozpoczynającą działalność Kościoła katolickiego w Gabonie uważa się 29 września 1844 roku (czyli 50 lat wcześniej niż w Republice Środkowoafrykańskiej). Jednak nie oznacza to, że dopiero wtedy pierwszy misjonarz dopłynął do plaż okalających dżunglę gabońską. Już dużo wcześniej, nawet kilka wieków przed 1844 r. obecny był tu Kościół katolicki. Jednak były to sporadyczne i odizolowane w czasie i przestrzeni przypadki, nieraz powiązane z obecnością kolonizatorów. A jeśli udało się dotrzeć z Ewangelią do tutejszej ludności, to po dłuższym lub krótszym czasie, ziarno wiary, które już zakiełkowało w sercach ludzi, obumierało…
Pierwsze próby ewangelizacji zachodnich wybrzeży Afryki są ściśle związane z Portugalczykami. To oni jako pierwsi odkrywali te ziemie dla Europy. Jednak penetracja tych terenów od początku napotykała na poważne problemy: przede wszystkim występowanie tropikalnych chorób (żółta febra, malaria, itp.), na które w tamtych czasach nie było skutecznych lekarstw, a na które Europejczycy nie mieli żadnej odporności. Obawiano się również niespodziewanych ataków miejscowych ludzi, którzy nie zawsze byli wierni paktom zawartym z przybyszami (choć wina mogła leżeć oczywiście po obu stronach). Dlatego Portugalczycy zakładali pierwsze osady, faktorie handlowe i bazy wojskowe na niezamieszkanych wyspach okalających kontynent. Misjonarze bardzo szybko zaczęli przybywać na te nowo odkryte i zasiedlane tereny. W 1534 roku, na wyspie Św. Tomasza (która znajduje się około 230 km na zachód od wybrzeża Gabonu, a została odkryta przez Portugalczyków w 1471), założyli jedną z pierwszych misji. Placówka ta odegrała bardzo ważną rolę w ewangelizacji całego zachodniego wybrzeża Afryki, gdyż stała się bazą wypadową, skąd wypływały kolejne wyprawy misyjne na kontynent.
W tym czasie misjonarze osiągnęli największe sukcesy w Królestwie Konga, którego rubieże sięgały obecnego Gabonu. Kościół istniał tam przez prawie dwa wieki (1491-1661). Były już nawet lokalne powołania kapłańskie (bp. Henryk) czy zakonne (kapucyn, br. Franciszek). Niestety polityka kolonialna Portugalii zniszczyła ten kwitnący już Kościół nad brzegami rzeki Kongo.
W 1640 papież powierzył kapucynom ewangelizację tej części Afryki. Jednak kapucyni nic nie mogli wskórać, gdyż za każdym razem, gdy próbowali dotrzeć do terenów im powierzonych, byli aresztowani przez Portugalczyków lub Holendrów, a następnie deportowani.
Dopiero w 1777, włoscy kapucyni, którzy mieli swoją bazę na wyspie Św. Tomasza, wylądowali u wybrzeży Gabonu, w okolicach aktualnej stolicy kraju. Próbowali się tam osiedlić, ale ze względu na trudne warunki i wszechpanujący system niewolnictwa, nie pozostali na tych terenach na stałe. Tak to śmiertelne choroby tropikalne i polityka władców europejskich, rzucały kłody pod nogi ówczesnym misjonarzom…


Mission (impossible?): Gabon

Zmiana uwarunkowań politycznych i społecznych, która nastąpiła w pierwszej połowie XIX wieku, w tym najważniejsze wydarzenie – zniesienie niewolnictwa w 1848 roku, sprawiła, że trwalsze zaangażowanie się misjonarzy stało się możliwe. Zaczęli napływać misjonarze protestanccy (1842) i katoliccy. Spora grupa misjonarzy ze zgromadzenia Św. Ducha, wypłynęła w 1843 z Bordeaux, ale 28 września 1844 w Gabonie, w okolicach wioski Okolo (na terenie obecnej stolicy kraju), wylądowało tylko… dwóch. Pozostali zmarli, albo rozchorowali się w drodze (a konkretnie w Liberii, gdzie mieli przerwę w podróży). O. Jean-Rémy Bessieux i br. Grégoire Sey nazwali swoją pierwszą misję Sainte-Marie du Gabon. Dzień po przybyciu na ziemię gabońską, 29 września 1844 roku, w święto Michała Archanioła, odprawili pierwszą Mszę św. i ten dzień jest uznawany za oficjalną datę rozpoczęcia obecności Kościoła katolickiego w Gabonie.
Misjonarze, mimo bardzo trudnych warunków materialnych, od początku rozpoczęli dynamiczną działalność ewangelizacyjną. Zakładali nowe misje i szkoły. Niektóre z nich przetrwały próbę czasu, inne przestały działać. Ważnym wydarzeniem dla rozwoju misji było przybycie uwolnionych niewolników pochodzących z Konga. Było ich ponad czterdziestu. Stali się oni jednymi z pierwszych chrześcijan. Nawiasem mówiąc, stąd wzięła się nazwa stolicy kraju „Libreville” – „ Miasto wolnych”. Z kolejnych założonych misji, godne wzmianki są Donguila (1880, 45 km od Libreville) – tu była założona szkoła z internatem, która wykształciła pierwsze elity kraju, Lambaréné (1883, 30 dni płynięcia w górę rzeki Ogowe) – to tutaj założył szpital i pracował słynny Albert Schweitzer, oraz Boutika (1890 w Mouni, a pięć lat później przeniesiona do Boutika) – od dawna porzucona, było tu niższe seminarium, a warta wzmianki dlatego, że znajduje się na terenie… naszej parafii Cocobeach. Oczywiście wszystkie pierwsze misje były budowane tam, gdzie można było dotrzeć drogą wodną, gdyż drogi lądowe wtedy jeszcze nie istniały. Dlatego misje były usytuowane albo na wybrzeżu oceanu, albo w szerokich i długich ujściach rzek lub na brzegu większych rzek.
Następne lata to powolne docieranie do ludności zamieszkującej z dala od oceanu, w bezkresnej dżungli, która pokrywała całe terytorium kraju. Swoją posługę zaczynają pełnić katechiści (1890), pojawiają się pierwsze rodzime powołania kapłańskie (1899). Wszędzie, gdzie jest zakładana misja, oprócz prac ewangelizacyjnych, organizuje się wszelką pomoc służącą rozwojowi lokalnej ludności: szkoły, szpitale, warsztaty, itp.
Po 174 latach wytrwałej pracy misyjnej, jej efekty widać dzisiaj. Katolicy stanowią prawie połowę ludności Gabonu (dokładnie ile – konia z rzędem temu, kto potrafiłby to policzyć), parafie dające wiernym głęboką formację duchową, wielu świeckich bardzo zaangażowanych w prace pastoralne i socjalne. Naprawdę wyłania nam się piękna pocztówka z egzotycznego kraju…

 
A jednak są rysy na tej pocztówce…


Jak mówi powiedzenie: nie wszystko złoto co się świeci. I to jest prawda. Tak jak wszędzie gdzie są ludzie są i problemy, tu też. Te problemy mają swoją specyfikę wynikającą z kultury i historii tutejszej ludności i cały czas czekają na rozwiązanie: wierzenia synkretyczne, w które wchodzi również sporo katolików, niewystarczająco liczne lokalne powołania kapłańskie… Dodatkowo tutejsze rodziny i małżeństwa prezentują totalny chaos – są rozrywane i zszywane wiele razy a za każdym razem wychodzą z tych konfliktów w innym składzie. Odbija się to oczywiście najbardziej na dzieciach, które poranione emocjonalnie nie wiedzą kim są.
Na pewno kiedyś wrócę do tych problemów w moich listach. Wymagają one dogłębnego spojrzenia na ewolucję tutejszego społeczeństwa, gdyż wiele z tych problemów wynika z transformacji społecznej i kulturowej tutejszego narodu. Jest to również zadanie pastoralne dla nas, misjonarzy, by szukać trwałych rozwiązań tych problemów. Staramy się pomóc wiernym otworzyć serca na Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa, inkarnowaną w każdą kulturę, która ma moc czynienia wielkich rzeczy w każdym życiu…
Przeżywajcie radośnie i w pokoju zbliżające się święta narodzin Emmanuela.

brat Piotrek
Cocobeach, 17.12.2020.